Skąd się biorą prawdziwi przyjaciele? Wydawać by się mogło, że każdy z nas ma choć jedną taką bliską osobę, z którą dzieli sprawy dnia codziennego, radości, smutki, marzenia i porażki. Czyż nie jest tak?
A ja Wam powiem...zazdroszczę każdemu, kto ma taką osobę przy sobie, niekoniecznie życiowego partnera, bo nie o to się rozchodzi. Gdzie są Ci wszyscy przyjaciele? Można zamówić ich przez inernet, wymodlić, czy po prostu wyprosić po cichu? Niektórzy mają ich wielu, inni jednego a co z tymi którzy nie mają ich w ogóle? No wlaśnie co z nimi?....Oznacza to, że są na straconej pozycji? Są nic nie warci, nie wolno im zaufać, nie nadają się nawet do lubienia? Nie sądzę, aby było tak źle. Są lepsze odpowiedzi. Są wybredni, ze strachu przed odrzuceniem nie potrafią się otworzyć. Może zwyczajnie zostali skrzywdzeni, zawiedli się i nie wiedzą, jak znów zaufać. Czy to źle, że mamy mało przyjaciół? Jak to o nas świadczy? Niektórzy są po prostu wyjątkowi i nie zawsze rozumiani przez otoczenie. Wielu ma po prostu pecha, bo znajdują się ciągle w niewlaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, gdzie zabrakło dla nich przyjaciół.
Co jeśli niektórzy z nas za przyjaciół wybiorą osoby najbliższe (matkę, ojca, siostrę, brata albo partnera życiowego). Tyle wystarczy im do szczęścia, bo w końcu mają osoby i do kochania i do lubienia. Chodzi o towarzyskie potrzeby, którymi wszyscy się różnimy. Po co udawać kogoś kim nie jesteśmy. Jeśli mamy jednego, dwóch przyjaciół, ale naprawdę oddanych i kochających może warto to docenić i cieszyć się, że ich mamy.
Mnóstwo miejsca można poświęcić na rozważania o tym, dlaczego mamy albo nie mamy bliskich przyjaciół. Przyjaciele pojawią się ot tak w naszym życiu, ale okazują się nimi często duuuużo później. Często jesteśmy zbyt nieufni, by ich zauważyć, dlatego bywa że tracimy szansę, nawet wiele razy. Jedno jest pewne...każdy zasługuje na kogoś takiego, dlatego nie można dawać się zaślepiać swojej niepewności i brakowi zaufania, bo może nam zbyt wiele umknąć, ale i nie załamywać się że mamy zbyt mało przyjaciół, albo nie mamy ich wcale. Każdy jest inny i niech tak zostanie, tak jest już ten świat skonstruowany. I teraz na koniec napiszę trochę rodem z psychoterapii, ale mocno w to wierzę. Najważniejsze to lubić siebie, wtedy wszystko będzie prostsze...